Kazanie

(Wygłoszone 22 stycznia 2006r. w rzymskokatolickim kościele katedralnym św. Jakuba w Olsztynie )

Łaska wam i pokój od Tego, który jest i który był, i który ma przyjść. Amen.

Tekst: Łuk. 10,25-37
25. A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?
26. On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz?
27. A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego.
28. Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył.
29. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim?
30. A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego.
31. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo.
32. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo.
33. Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim.
34. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim.
35. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci.
36. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?
37. A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie.


Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie,
Przewielebni Księża,
Drogi ekumeniczny zborze!
Jak najserdeczniej dziękuję Jego Ekscelencji za homilię, wygłoszoną dziś przed południem w naszym kościele na Starym Mieście.
Dziękuję za zaproszenie do zwiastowania Słowa Bożego podczas tego ekumenicznego spotkania modlitewnego.
W tym roku przewodnim hasłem biblijnym jest obietnica naszego Zbawiciela: "Gdzie dwóch lub trzech gromadzi się w Moje Imię, tam jestem pośród nich". Pewne jest, że Pan Jezus dotrzymuje danej obietnicy. Natomiast winniśmy postawić sobie pytanie, co znaczy "gromadzić się w Imię Jezusa".
Czy oznacza to tylko gromadzenie się w kościele na modlitwie, czy też może chodzi jeszcze o coś?
Ewangelia, którą dziś czytaliśmy, mówi nam o pewnym człowieku, który przyszedł na spotkanie z Jezusem. Czego uczy nas ta Ewangelia?
Po pierwsze poznajemy, kim był ów człowiek i jakie były jego intencje.
To był uczony w zakonie, czyli człowiek, który dobrze znał Pismo Święte, który dobrze orientował się w sprawach religii i na co dzień żył sprawami duchowymi.
Ten przyszedł do Jezusa z bardzo ważnym pytaniem: co ma czynić, aby odziedziczyć żywot wieczny.
Wspaniałe i najistotniejsze pytanie. Jak dostąpić żywota wiecznego? Inaczej: jak mogę być przed Bogiem usprawiedliwionym? Jak być zbawionym?
Czy jest to ważne pytanie również dla nas? Czy szukaliśmy na nie odpowiedzi? Czy jest w nas ta troska, aby być zbawionym?
Ten uczony miał jednak inne intencje - chciał Jezusa podejść. Chciał sprawdzić, czy Jezus jest wierny nauce Tory, czy nie jest apostatą?
W tym przypadku to pytanie: "Co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego", było tylko pretekstem do teologicznego egzaminu - do tego, aby przyłapać Nauczyciela z Nazaretu na jakimś błędzie.
Ten człowiek nie szukał u Pana Jezusa pomocy, ale stawiał siebie ponad, był zapatrzony w siebie, a nie w Pana Jezusa.
Pan Jezus natomiast chce mu pomóc i wskazuje czego tak naprawdę uczy Tora i jaka jest ta droga do życia wiecznego - do zbawienia.
Dlatego Pan Jezus zapytał tego uczonego: "Jak czytasz?" - i tym samym wytrącił broń z jego ręki, bo zapytał o coś, o czym on wie i co stale powtarza. Zapytał o słowa codziennej modlitwy - wyznania wiary - "Szema Izrael". (5Moj.6,5; 3Moj.19,18)
Pan Jezus przypomniał w ten sposób, że miłość bliźniego również jest Bożym przykazaniem, które należy wypełniać. Miłość jest czynem, a nie tylko uczuciem, lub pustym słowem.
Tamten uczony w zakonie chcąc się usprawiedliwić zapytał: a kto jest moim bliźnim, komu mam okazywać miłość?
Często również sami siebie usprawiedliwiamy. Samousprawiedliwianie się nie zdejmuje z nas winy.
Brak miłości do bliźnich - to widzi Pan Jezus. Tego nie ukryjemy pod maską nawet najwznioślejszych słów.
Aby pokazać na czym polega prawdziwa pobożność i miłość bliźniego, Pan Jezus opowiedział to podobieństwo o miłosiernym Samarytaninie.
Na drodze z Jerozolimy do Jerycha był napad rabunkowy. Podróżny został okradziony, mocno pobity i poraniony. Potrzebował pomocy. Lecz wielu ludzi przechodziło obojętnie, mimo, że znali Boże przykazanie.
Tylko Samarytanin - obcy - ulitował się nad tym poszkodowanym.
Dobrze, że pojawił się tam ten innowierca.
Udzielił pierwszej pomocy, przetransportował poszkodowanego do schroniska (gospody) i zaopiekował się nim.
Potem poprosił gospodarza gospody o dalszą opiekę nad poszkodowanym i zapłacił za tę opiekę.
Pan Jezus opowiadając o zachowaniu tego Samarytanina dał przykład na czym polega miłość bliźniego oraz, że nie ten jest prawdziwie pobożny, kto za takiego sam się uważa, ale ten, kto z miłością pomaga innym.
Kto prawdziwie miłuje Boga, ten też dostrzega bliźnich wokół siebie: także z innych Kościołów.
Samarytanin - ten obcy - nie był odpowiedzialny za niedole w świecie, ani za tamten rozbój.
Pomógł jednak człowiekowi, który znalazł się w trudnej sytuacji: w nieszczęściu, w biedzie.
Okazał mu miłość. Był dla niego bliźnim.
Okazywanie miłości to nie słowa, nawet te najwznioślejsze, lecz konkretne czyny, takie jak: podanie kubka z napojem, nakarmienie, obmycie, zmiana opatrunku, podanie lekarstwa, przytulenie, pocieszenie, dodanie otuchy.
W naszym kraju jest wiele organizacji i służb, które niosą pomoc potrzebującym, tak jak Caritas czy Diakonia. Są to także służby medyczne, opiekuńcze, pomocy społecznej, humanitarnej. Swą misję opierają na przykazaniu miłości. Czy jednak zawsze tak jest?
Czy zawsze osoba potrzebująca pomocy i opieki; chora - postrzegana jest jako człowiek, jako bliźni, a nie jako przypadek albo numer w rejestrze pacjentów.
Gdzie w drugim człowieku nie widzi się bliźniego, tam jest niebezpieczna obojętność.
Nie można okazywać miłości zza biurka zasłaniając się mnóstwem paragrafów i rachunkiem ekonomicznym.
Kościół nie może milczeć wobec bezduszności prawa i niektórych praktyk.
Musi być głosem tych, którzy nie mają siły już wołać. Czy nie znamy takich przykładów, że matka, jedyna żywicielka zostaje zwolniona z pracy, ponieważ jej jedyny syn uległ wypadkowi i musi się nim odtąd opiekować i dlatego częściej korzystała z urlopu oraz zwolnień i nie była dyspozycyjną przez 24 godziny. Kogo to obchodzi, że nie ma już za co kupić chleba, zapłacić za mieszkanie, za rehabilitację ukochanego syna, nie ma siły znosić wózka inwalidzkiego i niesprawnego z 4 pietra bloku bez windy?!
Albo czy jest jakieś usprawiedliwienie, gdy chory człowiek nie dostaje skierowania do szpitala na kolejne leczenie, bo wyczerpał się już limit?!
Kościół musi się upominać o miłosierdzie w imieniu słabych, pokrzywdzonych, musi się dopominać prawa i sprawiedliwości dla słabych, niepełnosprawnych, dla wdów, sierot i imigrantów. Nie może milczeć, gdy dzieje się niesprawiedliwość, gdy panuje rozbój, wyzysk, ucisk, prześladowanie.
Obserwujemy coraz większe rozwarstwienie w naszym społeczeństwie. Coraz większa przepaść dzieli biednych od bogatych. A odpadki ze stołu bogaczy nie mogą być zadośćuczynieniem, ani zamknięciem ust - odebraniem głosu.
Myślę, że nie czas i miejsce, aby mówić tu o wielu innych współczesnych przykładach tego, co Pan Jezus przedstawił w obrazie człowieka, który wpadł w ręce zbójców.
Nie czas też na wyliczanie wszystkich grzechów tych, którzy przechodzą obojętnie wobec człowieka potrzebującego pomocy.
Ważne jest, abyśmy wszyscy pamiętali, że jesteśmy zobowiązani do czynnej miłości. Takiej pobożności i miłości uczy Chrystus - gdy przez wiarę zamieszka w sercach naszych. Amen.


A sam Bóg pokoju niechaj was w zupełności poświęci, a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.

bp Rudolf Bażanowski