Aneks 2
Jezus w poezji
Emma Lazarus
PIANIE CZERWONEGO KOGUTA
Na wschodnim niebie tli się
drżenie krwistego świtu.
Jeszcze raz zapiał kur,
Jeszcze raz miecz Chrystusa obnażony.
Milion płonących prążków jaśnieje,
Szeroka na świat ścieżka lotu Izraela.
Gdzie jest ojczyzna Hebrajczyków?
Lud Chrystusa w ciężkich opałach;
Syn Człowieczy posiniaczony i przeklęty,
Nie ma gdzie położyć swej głowy.
Jego kielich żółcią, jego mięso łzami,
Jego pasja trwa tysiąc lat.
Każda zbrodnia, co budzi w człowieku bestię
Czyniona jest w imieniu jego dobroci.
Żądza motłochu, chciwość księży,
Tyrania królów, scalone by
Znów wyrwać korzenie jego ziarna z ziemi,
Jego dzieje są jednym krzykiem bólu.
Gdy długa lista chrześcijańskich win
Wobec jego ojców i krewnych jest znana,
Powódź łez, wylane życie we krwi,
Agonia wieków ukazana,
Jakie oceany usuną plamę
Z chrześcijańskiego prawa i miłości?
Mało tego, zamknij księgę, nie teraz, nie tutaj,
Ohydna bajka o grzechu opowiada,
Rozbrzmiewając w uszach męczennika,
Nawet on pielęgnowałby w sobie nienawiść zemsty,
Nawet on wpadłby w majestatyczną wściekłość
Krew za krew, zbrodnia za zbrodnię.
Tchórz? Nie on, który stoi ze śmiercią twarzą w twarz,
Który walczył sam jeden przeciwko światu,
Za co? Imię, którego może nie wypowie oddechem,
Za wolność modlitwy i myśli.
Miecza złości nie naostrzy,
Jego szlachetnym zadaniem - przebaczyć.
URI CWI
POD KRZYŻEM
INR I
Czemu jestem jednym z tych
zasmuconych i nie wiszę
obok Ciebie na wiejskim
słupie przy krzyżowej drodze,
słońce nie wysusza mnie,
noc nie kładzie się na mnie? |
Twój brat, spójrz, kości mego ciała.
Mój kręgosłup: Jestem przezroczysty
w świetle świata o brzasku. Męki oczyszczają. |
Dzień jest brązem. Noc jest atramentem. Milczący jak Ty jestem za dnia.
(Nie mogę znieść brzemienia brązu na głowie i oczach). Ale nocą pociąga mnie sugestia głębokiej wody: zejść na dno, dno - aż ponad głowę. Dookoła są ściany. Trzypiętrowe mury i martwe ulice klasztornego miasta. Wiję się, bracie Jeszu, wiją się żydowska skóra i kości (dwa tysiące lat po Tobie. Stary!) A moje wargi zostały wyrwane: czerwona rana w ciemności -- Płynie mój głos wijąc się, rozbłyskując: Biada! Wydobywa się z krwi -- | Ty, zrywasz się ze słupa, gdy śpiewający deszcz pada , drzewa zrzucają liście. Jęczysz głośno. Lasy wykrzykują. Świat wiesza się dla Ciebie - a Ty - za wszystkie noce cierpienia - krzyczysz, krzyczysz, żydowskiego nieszczęścia krzyk -- | Pamiętasz bracie, świętą wioskę Beit-Lechem? Pamiętasz Twoje spotkanie z Miriam na galilejskiej polnej drodze: Dzbanuszek olejku do namaszczania? Jej loki na Twych stopach. Białą hebrajską szatę na Twym ciele i pas modlitewny na Twych biodrach? Ech - Ech. Być może: Ty nie pamiętasz już. Tak wiele tysięcy dzwonów nad dzwonami bije. Tak wiele szalonych rozmodlonych głosów -
i krwawe łacińskie INRI nad głową. -- Ale dlaczego Twój wzrok jest wciąż ku
niebu skierowany i jęęęczeć chcesz: Eli, Eli, lama azawtani?
- Raz kiedyś stoję w różowiącym się
czasie Minchy, zachód słońca.
Ech, tato mój drży wtedy
w chałacie drżenie w świętości
i czerpie spragnionymi oczami troskę
odchodzącego dnia świata.
Tato mój czeka jednak na wschód gwiazd.
Na błogosławieństwo księżyca
Ja - nie. Ja stoję: chmura,
z łuną zachodu w ciele, myślę chyląc się
ku zachodowi w płaczącą krew,
podczas gdy tak wycieka:
Stałeś się ciszą. Bracie Jeszu.
Masz dwa tysiące lat spokoju na krzyżu.
Dookoła Ciebie świat przeminął.
Ech, wszystko zapomniałeś.
Zastygły Twój umysł nie myśli:
U Twej głowy Gwiazda Dawida,
nad Gwiazdą Dawida -
wzniesione do modlitwy ręce.
Pod nimi drzewa oliwne i ogrody etrogów. |
Zastygłe oczy nie widzą: u Twych stóp:
Stos odciętych żydowskich głów.
Rozdarte tałesy. Rozcięte pergaminy.
Białe płótna z plamami krwi.
A nad nimi - pijak z pijaczką -
leniwe mają wargi. Zaślinione gęby -
wstręt i obrzydliwość.
Śnieg. Mróz. Zdrętwienie.
Zastygły hebrajski smutek.
Prastary żydowski lament.
Golgoty, bracie, nie widzisz.
Golgota jest tu: Wkoło- wokoło.
Piłat żyje. A w Rzymie
odmawia się Psalmy w klasztorach -- |
Przyniósłbym Ci rozrzażone węgle na patelni:
w wypróżnionym czerepie żydowskiej głowy.
Aby ogrzać Twoje stopy, zamarznięte --
Myślę jednak sobie: Mam braci zwęglonych.
Mam braci w czerwonej armii chuliganów.
I mam młodszych braci, którzy
na bagnach Chadery sadzą eukaliptusy .
Malaria zżera ich. Wycie szakali.
Ale morze mają. Góry mają
a Kineret to przecież - Kineret.
Nie Wisła -- |
Ech-Ech. Mam braci nad Wisłą.
Co powinienem o nich opowiedzieć?
Księżyc na Wiśle.
Łódki stoją przycumowane do brzegu.
Statki odpływają. Nie moje statki odpływają --
po wszystkich wodach świata
prowadzą statki moich braci -- |
Śnieg. Mróz. Zdrętwienie.
Zastygły hebrajski smutek.
Prastary żydowski lament.
Ty stałeś się ciszą,
Ty masz spokój na krzyżu.
Ja, - nie. Ja nie --
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dlaczego jestem jednym z tamtych zasmuconych samotników i nie wiszę obok Ciebie na wiejskim słupie przy krzyżowej drodze --
Dlaczego nie ma zaćmienia słońca?
* Mincha - popołudniowe modły odmawiane przed zachodem słońca.
* Chadera - dziś miasto w północnym Izraelu, założone w 1891 roku jako moszaw.
* Kineret - jezioro Genezaret.